Tekst: Wenancjusz Ochmann, ARTeria

Zdjęcia: Wiktoria Słowik

A man's hands cutting out words with scissors from a newspaper over lots of other cut-out images and texts.

Kiedy mówimy o dziedzictwie kulturowym, łatwo pomyśleć o zabytkach, muzeach, pomnikach – rzeczach, które ktoś już wcześniej uznał za wystarczająco ważne, żeby je zachować. Znacznie ciekawiej robi się jednak wtedy, gdy zamiast pytać młodych ludzi, co wiedzą o dziedzictwie, zapytamy ich, co właściwie jest dziedzictwem dla nich.
Właśnie takie podejście było inspiracją do zorganizowania warsztatów z zinami w Gliwicach, poprowadzonego przez młode artystki, we współpracy z Fundacją ARTeria. Spotkanie odbyło się nie w sali warsztatowej, lecz w parku, na kocach, wśród papierów, nożyczek, kleju, markerów, starych gazet i materiałów, które można było dowolnie ciąć, zestawiać i przekształcać. Sama forma była prosta, ale pytania, które były punktem wyjścia do pracy, już niekoniecznie: co z przeszłości chcemy zachować, z czym się identyfikujemy, co budzi nasz dyskomfort, co chcielibyśmy zakwestionować i kto właściwie decyduje o tym, co powinno zostać zapamiętane?
Zin okazał się dobrym narzędziem do takich refleksji właśnie dlatego, że nie wymaga jednej poprawnej odpowiedzi. Na tej samej stronie może znaleźć się fotografia i odręczny komentarz, fragment tekstu i rysunek, coś poważnego obok żartu, element odziedziczonej historii obok bardzo osobistej reakcji na nią. Nie trzeba przy tym posiadać szczególnych kompetencji artystycznych ani cyfrowych, bo niedoskonałość nie jest tutaj problemem – przeciwnie, staje się częścią języka, którym można opowiedzieć własną historię.
Nieformalna przestrzeń parku również miała znaczenie. Praca obok siebie sprzyjała rozmowom, zaglądaniu do powstających prac i wymianie skojarzeń, ale nie wymagała od wszystkich uczestniczenia w ten sam sposób. Każda osoba mogła zdecydować, co chce pokazać, co pozostawić dla siebie i jak daleko odejść od bardziej oczywistych opowieści o kulturze i przeszłości. Po spotkaniu ziny zostały zdigitalizowane, dzięki czemu te bardzo osobiste, analogowe prace mogły zacząć funkcjonować również poza samym warsztatem.
I być może właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część tej historii. Tworząc własny zin, młody człowiek nie jest już wyłącznie odbiorcą dziedzictwa przekazanego przez szkołę, rodzinę, muzeum czy lokalną społeczność. Musi zdecydować, co z tej opowieści wybiera, z czym chce się utożsamić, wobec czego zachować dystans, a do czego dopisać własny komentarz. Z odbiorcy staje się więc interpretatorem i współtwórcą znaczeń.
To doświadczenie dobrze pokazuje również, czym może być mediacja kulturowa w praktyce i dlaczego jest ważna w projekcie Mediate Your Future! Nie zawsze potrzebujemy wykładu o kulturze ani gotowej opowieści, którą młodzi ludzie mają poznać. Czasem znacznie więcej wydarza się wtedy, gdy stworzymy odpowiednie warunki, damy im narzędzia i postawimy pytanie, na które sami nie znamy jednej odpowiedzi.
Bo dziedzictwo nie jest tylko tym, co otrzymujemy po poprzednich pokoleniach. Jest również tym, co postanawiamy z tym zrobić dalej.